A manifestation of God in our lives…

W podsumowaniu tego wszystkiego o czym mówiłem do tej pory trzeba raz jeszcze podkreślić, że naszym przeznaczeniem jest kochać innych tak, jak ukochał nas sam Chrystus. On sam – będąc na ziemi – nie miał zbyt wielu bliskich przyjaciół. Jednocześnie właśnie on ukochał i nadal kocha wszystkich ludzi i jest najbliższym przyjacielem duszy każdego rodzącego się człowieka.

Żywoty wszystkich ludzi, których znamy i spotykamy, splatają się z naszym przeznaczeniem, a także z żywotami tych, których nigdy osobiście nie spotkamy tu na ziemi.

Jednocześnie niektórzy, bardzo nieliczni, stają się naszymi bliskimi przyjaciółmi. Ponieważ łączy nas z nimi więcej, potrafimy kochać ich z pewną bezinteresowną doskonałością. Wszystko to dlatego, że jest więcej rzeczy, którymi możemy się z nimi podzielić. Są nierozerwalnie związani z naszym przeznaczeniem, przez co nasza miłość ku nim jest szczególnie święta: jest manifestacją obecności Boga w naszym życiu.

(Thomas Merton, No Man Is an Island)

Ascension…

Niedziela Wniebowstąpienia. Święty Augustyn tak pisze o wniebowstąpieniu Jezusa: On, który tam przebywa, jest również i z nami; a my, którzy tu jesteśmy, i tam razem z Nim jesteśmy. Chrystus jest w niebie w swoim Bóstwie, mocy i miłości; my nie możemy tam przebywać tak jak On, jednakże możemy tam być naszą miłością, ale w Nim. Nasza ludzka natura została uwielbiona w Jezusie, a jego wniebowstąpienie daje nam nadzieję na udział w chwale jego uwielbionego człowieczeństwa. I choć trudno uwierzyć w słowa Jezusa, który mówi: Pożyteczne jest dla was moje odejście, otuchy dodaje jego obietnica, że gdy odejdzie, pośle Pocieszyciela. A więc wniebowstąpienie nie jest ostatnim słowem Boga danym w Jezusie. Rozpoczynamy dziś nasze oczekiwanie na Pocieszyciela.

Life…

- Może zacznę od tego, że dziś po południu mieliśmy w Kalifornii zaćmienie słońca. O 18:30 85% słońca było zasłonięte przez księżyc. Niesamowite zjawisko.

- Wcześniej – przed południem pojechałem odprawić mszę świętą w naszym kościele w Benicia. Tym razem pojechałem z Brad’em. Po mszy pojechaliśmy z przyjaciółmi do niewielkiej kliniki prowadzonej przez Ritę i jej męża. Rita jest pielęgniarką a jej mąż lekarzem (Rita należy do grupy świeckich dominikanów w Benicia). Poświęciłem ich nową klinikę. Bardzo mnie poruszyło świadectwo ich wiary. Wychodzą z założenia, że ludzie pragną i szukają nie tylko uzdrowienia ciała ale i duszy. Rita dzieliła się doświadczeniem rozmów z pacjentami. Razem z mężem traktują swoją pracę jako dzieło ewangelizacyjne.

Po wizycie w klinice pojechaliśmy na lunch do restauracji. Rozmawialiśmy przez prawie trzy godziny. Brad dzielił się swoją drogą odkrywania katolicyzmu i drogi do Zakonu. Przez wiele lat był gorliwym Luteraninem. Rozmawialiśmy o całej historii Kościoła w Stanach oraz wpływie protestantyzmu na Kościół katolicki w tym kraju. Dzielenie się wiarą i cała nasza rozmowa była niezwykle umacniająca. Bardzo wiele się dowiedziałem, a moje polskie doświadczenie Kościoła jest po raz kolejny bogatsze o to, czego uczę i dowiaduję się mieszkając w Ameryce.

- Przed nami święcenia br. Emmanuela w przyszłą sobotę i jego prymicje w niedzielę. Bardzo się cieszę na myśl o tych uroczystościach. Bardzo lubię Emmanuela. Po święceniach Emmanuel przenosi się do naszej parafii w San Francisco, dokąd często jeżdżę odprawiać msze po hiszpańsku. Będzie więc okazja żeby kontynuować naszą braterską relację.

- Jeszcze kilka słów o szkole. Skończyłem pierwszy rok studiów doktoranckich. Hurray!!! W ubiegły czwartek napisałem ostatni egzamin. To był najdłuższy egzamin jaki zdawałem odkąd zacząłem uczęszczać do różnych szkół (23 lata temu). Egzamin trwał 6 godzin zegarowych, napisałem 15 stron maszynopisu. Poszło mi całkiem dobrze. Pierwsza część doktoratu za mną. Czwartkowy egzamin był jednocześnie General Comprehensive Exam dla mojego kierunku studiów. To jest egzamin, który potwierdza moją ogólną kompetencję i obeznanie z teologią systematyczną i filozoficzną. Przyznam szczerze, że mam w sercu ogromną radość, że się udało, że pierwszy rok już za mną. Jesienią ubiegłego roku zdałem też egzamin z hiszpańskiego. To też ważny krok, który jest już za mną. Jeden Pan Bóg wie przez co przeszedłem w tym czasie. Ile walki, zmagania, upokorzenia, trudnego spotkania ze sobą samym, ale też radości, poznawania piękna świata, podróżowania, poznawania Pana Boga, teologii i zgłębiania tego kim jest Pan Bóg, czym jest Kościół i nasza wiara. Nowe relacje i przyjaźnie, zupełnie inne niż bym się spodziewał… Zupełnie nowy rozdział w moim kapłaństwie i życiu zakonnym. Czuję jakbym wyjechał z Polski wczoraj. A tu proszę – minął już prawie rok. Jedno jest dla mnie pewne, Pan Bóg jest przy mnie, tuż obok, prowadzi niemal za rękę. Czuję w sercu niezmierną radość, mam w sobie naprawdę głębokie poczucie szczęścia. To niesamowite…

- W piątek spotkałem się z Michaelem Dodds’em OP – moim promotorem. Omówiliśmy wstępnie kolejny etap moich studiów. Przyznam szczerze, że trochę mnie to przybiło, bo czeka mnie jeszcze więcej pracy. Tym razem jednak jeszcze więcej zależy ode mnie. Wymagania, które przede mną stoją są podane w formie pewnych ogólnych ram i obowiązków. Nie mam już żadnego wykładu, który byłby dla mnie obowiązkowy. Mam wolną rękę w wyborze kierunku moich dalszych poszukiwań. To otwiera wiele możliwości, ale wymaga zarazem dużej odpowiedzialności. Kolejnym ważnym progiem jest Special Comprehensive Exam, który składa się z trzech części. Przygotowanie do niego zwykle zabiera 1,5 a nawet 2 lata. W kolejnym roku czeka mnie jeszcze trochę godzin spędzonych na wykładach. Wszystkim tym muszę się zająć już teraz. Chciałbym na początku jesiennego semestru złożyć tzw. Special Comprehensive Proposal – czyli propozycję tego jak miałby wyglądać mój Special Comprehensive Exam. Taki projekt musi być omówiony i zaakceptowany na radzie wydziału. W mojej celi na półce cała seria książek, które kupiłem dzięki hojności moich przyjaciół z Benicia. Już w czasie wakacji chcę się zabrać do czytania i poszukiwania ewentualnego tematu doktoratu. A więc trochę inaczej to wygląda niż dotychczas – nie ma już tak do końca wakacji od teologii i pracy nad doktoratem. Czuję, że to wszystko staje się moim życiem – świadomie wybranym. Raz jeszcze dziękuję Bogu za wszystko co mnie spotyka w życiu i za jego bliskość i opiekę.

- Jednak trochę odpoczynku się przyda. Dlatego już cieszę się na zbliżające się wakacje.

Multimedia

Muzycznie Giovanni Allevi, którego muzykę podarował mi Gian Matteo. Ostatnio słucham jej na okrągło. Giovanni Allevi to taki włoski Leszek Możdżer. Polecam: Vento D’europa.

Frienship is a holy thing…

Miłość uczy nas, że przyjaźń jest rzeczą świętą. Budowanie jej na kłamstwie nie pogłębia ani naszej miłości ani świętości. W pewnym sensie możemy być przyjaciółmi wszystkich ludzi. Nie ma na ziemi takiego człowieka z którym nie mielibyśmy nic wspólnego. Jednak nieprawdziwe byłoby traktowanie zbyt wielu ludzi jako bliskich przyjaciół. Nie jest możliwe być bliskim przyjacielem więcej niż kilku osób, gdyż tak niewielu jest ludzi, z którymi łączy nas praktycznie wszystko.

Nasza miłość musi być zatem szczera wobec tych, których kochamy, wobec nas samych, wreszcie względem praw, które nią rządzą. Nie jestem szczery wobec siebie jeśli udaję, że łączy mnie więcej niż w rzeczywistości z kimś, kogo tak naprawdę lubię z niskich i samolubnych pobudek.

Istnieje jedna uniwersalna podstawa przyjaźni ze wszystkimi ludźmi: jesteśmy umiłowani przez Boga, i dlatego powinienem pragnąć aby wszyscy miłowali Go z całych sił.

(Thomas Merton, No Man Is an Island)

Easter…

Szósta Niedziela Wielkanocna. Wracamy do bardzo ważnych słów Jezusa, które są jakby jego pożegnaniem z nami. Za tydzień będziemy świętować wniebowstąpienie. Jezus zostawia nas z zapewnieniem o miłości i przyjaźni. Miłość, którą nas obdarza jest niezwykła. Jest to ta sama miłość, którą Bóg Ojciec ukochał swego Syna. Jeszcze głębsze jest dla mnie zapewnienie o przyjaźni ze strony Jezusa. Na przyjacielu można polegać, na dobre i na złe, do końca… To wszystko wpisuje się w radość wielkanocną, którą wciąż noszę w sercu. Mam nadzieję, że jest ona udziałem wszystkich chrześcijan.

Life…

- W miniony czwartek napisałem końcowy egzamin z Philosophy of Science. Poszło mi dobrze. Mam wrażenie, że w miarę wyczerpująco odpowiedziałem na pytania, które wybrałem. Wyniki za tydzień. Ciekawe uczucie. Zwykle po egzaminach odkładamy książki i jakoś zapominamy o zagadnieniach, które studiowaliśmy, a przynajmniej mnie o nich myślimy. Tym razem jest inaczej. Wciąż noszę w sobie pytania o naturę poznania naukowego, pytania dotyczące tych wszystkich zagadnień, które studiowałem w ramach tego wykładu. Zastanawiam się jak to wszystko przełoży się na mój doktorat.

- W przyszły czwartek piszę ostatni egzamin. To podsumowanie całego roku zajęć w ramach Methods and Doctrines i&ii (metody w teologii). Egzamin ten jest tzw. General Comprehensive Exam na wydziale teologii systematycznej i filozoficznej, na którym jestem. Mamy do opracowania 14 tez. Pytania na egzaminie mają być podobne. Będziemy musieli wybrać kilka z nich. Egzamin będzie trwał 4 godziny zegarowe. Będziemy pisali na komputerach w pracowni w bibliotece. Wszystko jest do ogarnięcia. Opracowałem już ponad połowę tez. Trzeba będzie przysiąść i cały ten materiał opanować do czwartku.

- Na półce czeka cały rząd książek do przeczytania na wakacjach i w przyszłym semestrze. Ale zanim to nastąpi trzeba skończyć ten rok i nieco odpocząć. Całe wakacje zaplanowane, wszystkie bilety kupione. Czeka mnie sporo podróżowania. Ufam, że to będzie dobry czas.

- W piątek w DSPT świętowaliśmy zakończenie roku akademickiego. Po mszy odbyła się uroczysta kolacja. Miło było spotkać studentów i Justynę, która pracuje w DSPT. Zamieniłem kilka słów z Michaelem Doddsem, z którym widzę się przyszły piątek. Będziemy planować przyszły rok wspólnej pracy.

- W sobotę jak zwykle pracowałem w bibliotece. Pod koniec roku jest sporo pracy. Po całym dniu byłem bardzo zmęczony. Generalnie zmęczenie daje mi się coraz bardziej we znaki. Bardzo często zasypiam na adoracji. Cały czas powtarzam sobie: byle tylko do czwartku…

- W Krakowie wczoraj bp. Ryś wyświęcił ośmiu braci. My przygotowujemy się na święcenia br. Emmanuela. Dzień przed jego święceniami będę obchodził 4 rocznicę moich własnych święceń. Czas biegnie bardzo szybko. Mam za co Panu dziękować.

Multimedia

Muzycznie – tym razem klasycznie – jedna z najlepszych interpretacji pierwszej części 4 symfonii Beethovena – filharmonia wiedeńska.

A love that is selfless…

Samolubna miłość często wydaje się nie być skupiona jedynie na sobie. To dlatego, że godzi się na każde ustępstwo aby utrzymać przy sobie, przywiązać do siebie ukochaną osobę. Jednak to właśnie jest wyrazem skrajnego samolubstwa – wziąć to co najlepsze od drugiej osoby, jej wolność, prawość, godność osobistą, za cenę mniejszych dóbr. (…)

Miłość, które nie jest samolubna, która uczciwie szuka prawdy, nie godzi się na każde ustępstwo. Oby Bóg zachował mnie od miłości przyjaciela, który nigdy mnie nie skarci. (…)

(Thomas Merton, No Man Is an Island)

Easter…

Piąta Niedziela Wielkanocna. Wraca obraz winnego krzewu. To niezwykle głębokie porównanie, które dopiero w świetle krzyża i zmartwychwstania Jezusa staje się bardziej zrozumiałe. Gałązki krzewu winnego mają w sobie to samo życie, te same życiodajne soki, które płyną w pniu, z którego wyrastają. Jezus staje się człowiekiem, jednym z nas. Odchodząc zostawia nam swoje ciało i krew – pokarm na wieki. Jeśli je spożywamy, jest w nas to samo życie, zadatek życia wiecznego. Obraz krzewu to także obraz wspólnoty Kościoła. Nasze relacje, przyjaźnie, modlitwa za siebie nawzajem – wszystko to możliwe jest tylko wtedy, gdy trwamy w krzewie winnym. Tylko w Bogu stanowimy jedno.

Life…

- Ponownie zaczynam od tego, że dzieje się wiele. Najpierw dzielę się moją WEILKĄ radością. W miniony piątek na seminarium science/theology prezentowałem mój artykuł zatytułowany: Hegel and Whitehead: In Search for Sources of Contemporary Versions of Panentheism in Science/Theology Dialogue. To owoc pracy w ramach indywidualnych zajęć z moim promotorem w tym semestrze. Nie spodziewałem się takiej reakcji ze strony profesorów i studentów. Bob Russell i Ted Peters powiedzieli, że artykuł jest świetny. Obaj podkreślali, że moja praca jest przykładem dla wszystkich studentów doktoranckich – jeśli chodzi o styl pisania, sposób formułowania myśli i całą konstrukcję tekstu naukowego. Ted mówił, że w środku nocy dzwonił do Bob’a żeby podzielić się zachwytem nad moim artykułem. Artykuł nadaje się do publikacji. Jednak Bob poprosił mnie aby to on i Ted opracowali strategię. Bob chciałby najpierw wysłać tekst do profesorów, do których się w nim odwołuję. Co prawda wraz z tym artykułem kończę studia nad panenteizmem, którego osobiście nie popieram. Jednak bardzo dużo się nauczyłem. A reakcja Michaela, Bob’a i Ted’a oraz kolegów i koleżanek z seminarium bardzo mnie ucieszyła. Chciałem skakać z radości.

- Przede mną kolejny projekt, książki już w drodze. Jestem podekscytowany, to naprawdę aktualny i ‘gorący’ temat, który jest szeroko dyskutowany w naukach ścisłych (fizyka, biologia molekularna, biochemia, chemia), w philosophy of science oraz w teologii. To coś dla mnie – moim marzeniem jest zająć się czymś, co pozwoli spotkać te wszystkie dziedziny.

- W najbliższy czwartek piszę egzamin końcowy z filozofii nauki. Wykład był doskonały. Jeden z najlepszych w moim życiu. Otworzył przede mną wiele możliwości i odkrył wiele ciekawych zagadnień. Egzamin będzie trudny. Ale jestem dobrej myśli. Od jutra zaczynam ostatnią powtórkę. Zaprosiłem profesora Paul’a Skokowskiego do nas na mszę i kolację. Spotkamy się po zakończeniu semestru. Aby dać wam wgląd w to, czym zajmowaliśmy się przez prawie pół semestru, załączam krótki esej, który napisałem na zakończenie części wykładu poświęconej filozofii mechaniki kwantowej.

- Generalnie jest wiosna i chce się żyć. Dziś w Rzeszowie zaczyna się mały zjazd mojej rodziny. Mój brat z rodziną przyjeżdżają na wakacje, będzie moja siostra i jej chłopak, brakuje tylko mnie. Szkoda, że nie mogę być w domu właśnie w tym czasie.

- W klasztorze małe zmiany. Mamy nowego kucharza, który gotuje w weekendy. Mark jest po prostu świetnym kucharzem. Uwierzyłem ponownie w naszą klasztorną kuchnię. Ponieważ Mark jest w połowie Meksykaninem, w połowie Indianinem, możemy smakować kuchni z tych terenów.

- Kolejna zmiana – która oby doszła do skutku – rodzi we mnie duże nadzieje. Fritts – jedna z lepszych firm organmistrzowskich w USA zachwycona architekturą naszej kaplicy zaoferowała, że zbuduje dla nas nowe organy za pół ceny.  Co prawda to wciąż 300 000 $. Firma jest pomiędzy dwoma dużymi projektami. Właściciel nie chce stracić fachowców – stąd propozycja dla nas. Wszystko zależy od tego czy uda się nam zebrać pieniądze. Aktualny instrument ledwo żyje – więc byłoby świetnie mieć nowe organy. Zobaczymy jak się sprawy potoczą.

- Generalnie jest dobrze, czuję że żyję i że dzieje się dużo dobrego. Jest tak jakoś optymistycznie. Coraz lepiej się tu czuję, cieszę się z relacji z braćmi i świeckimi dominikanami z Benicia. Pan naprawdę się o mnie troszczy.

- Wszystko to piękne – ale i tak nie mogę się już doczekać sierpnia i wizyty w Polsce, Rzeszowie, Krakowie, Poznaniu, Warszawie i wszystkich innych miejscach, które będę chciał odwiedzić. Stop – wracam do czytania, egzamin już w czwartek.

Multimedia

Muzycznie – a jakże – rytmicznie i optymistycznie – SIA: Bring Night!!! I jeszcze dwa zdjęcia. Kalendarz kresowy – trafia w dziesiątkę – czuję, że wszystko co się dzieje we mnie w tym czasie to prawdziwie ELEVATION!!!

As strong and as sure as the Spirit of God…

Ksiądz nie doświadczy pokoju i zgody ze sobą samym i z Bogiem dopóki nie będzie starał się kochać innych miłością, która nie jest tylko jego miłością, lecz miłością samego Boga. Tylko miłość, która jest tak silna i tak pewna jak Duch samego Boga może ocalić nas od żałosnego błędu obdarowywania innych miłością, która prowadzi do błędu i każe szukać szczęścia tam, gdzie nie można go znaleźć.

(Thomas Merton, No Man Is an Island

Easter…

Czwarta niedziela Wielkanocna. Niedziela dobrego pasterza. W sposób szczególny modliliśmy się dziś o powołania. W kontekście tego dnia wciąż pamiętam o wczorajszej uroczystości ślubów wieczystych Corwina i Pitera w San Francisco. Każda profesja wieczysta w naszym Zakonie każe mi wrócić do mojej profesji i odnowić więź z Jezusem. W czasie wczorajszej mszy, tuż przed ślubami braci czytaliśmy Ewangelię. Na pytanie Jezusa: Czy i wy chcecie odejść – Piotr odpowiada – Panie do kogóż pójdziemy, ty masz słowa życia wiecznego. Proszę Pana Jezusa bym nigdy nie stracił tej perspektywy w przeżywaniu mojego powołania.

Life…

- Dzieje się wiele – ale ze względu na czas tzw finals – to angielski odpowiednik sesji egzaminacyjnej – nie mam czasu. Przede mną prace zaliczeniowe, egzaminy i inne mniejsze sprawy związane z końcówką semestru.

- Decyzja zapadła – koniec mojego zajmowania się tematem panenteizmu w science/theology debate. Zaczynam nowy projekt badawczy. Jestem pełen nadziei. Książki zamówione – w przyszłym tygodniu powinny dotrzeć. Więcej na ten temat innym razem.

- Ponieważ naprawdę nie mam czasu – na tym kończę tym razem. Pozdrawiam i życzę dobrego weekendu majowego (tutaj takich atrakcji nie mamy).

Multimedia

Muzycznie – znajomi z redakcji ‘W drodze’ mówią, że to numer jeden w ostatnim czasie: Birdy – People help the people.

Love must be based on truth…

Miłość polega na dzieleniu się własnym dobrem z drugą osobą, jednak nie na drodze podziału dobra między nas, lecz przez identyfikację samego dobra z drugą osobą, tak aby jej dobro było moim dobrem.

Kochać bliźniego to chcieć dla niego prawdziwego dobra. A to musi opierać się na prawdzie. Miłość, która nie widzi różnicy między dobrem a złem, miłość która jest ślepym uczuciem wyrażanym bardziej ze względu na tego kto uważa, że w ten sposób kocha bliźniego – jest bliższa nienawiści niż prawdziwej miłości. Ślepa miłość jest samolubna. Jej celem nie jest radość ukochanej osoby, lecz raczej sam czyn miłości w naszej własnej duszy.

Jest zatem jasne, że aby kochać innych musimy najpierw ukochać prawdę. (…) Jest nią konkretne przeznaczenie i świętość, których pragnie dla naszych ukochanych sam Bóg. (…) Prawdą, którą muszę kochać w moim bracie jest sam Bóg, żyjący w nim. Powinienem szukać życia Ducha Bożego, który  oddycha w tym, kogo kocham.

(Thomas Merton, No Man Is an Island)

Easter…

Trzecia Niedziela Wielkanocna. Zapraszam do lektury mojego komentarza do niedzielnych czytań, który napisałem dla miesięcznika ‘W Drodze’.

Life…

- W minionym tygodniu mieliśmy w klasztorze wizytację ojca prowincjała Marka Padreza O.P. Father Mark rozmawiał z każdym z nas indywidualnie. Moje z nim spotkanie było bardzo rzeczowe i szczere. Dzieliłem się tym jak przeżyłem ostatnie miesiące – po przyjeździe do Stanów. Wizytację zakończyła piątkowa Eucharystia, w czasie której Mark wygłosił z mocą kazanie, w którym mówił o potrzebie dzielenia się doświadczeniem zmartwychwstania Jezusa. Tylko to – mówił – może przyprowadzić ludzi do poznania Boga. Ja wciąż mam w sercu tą radość wielkanocną, niezwykły pokój i szczęście. Podzieliłem się tym doświadczeniem z prowincjałem w czasie rozmowy wizytacyjnej.

- Szkoła nabiera tempa przed końcem semestru. Na wykładzie z filozofii nauki skończyliśmy filozofię mechaniki kwantowej. W następnym tygodniu muszę napisać krótką pracę na ten temat. Pytania, które dostaliśmy od profesora nie są łatwe – generalnie ta część wykładu była bardzo skomplikowana i nie wszystko zrozumiałem. Przed nami ostatnia część kursu – poświęcona zagadnieniu realizmu w naukach szczegółowych.

- Jestem w trakcie pisania artykułu o Heglu i Whiteheadzie. Poprzedni artykuł o panenteizmie jest już w recenzji redakcji Theology and Science. Więc są jakieś małe kroki naprzód. Jednak wciąż nie mam pomysłu na pracę doktorską, co z pewnością nie jest sytuacją komfortową. Ufam, że jakoś się uda wreszcie temat znaleźć. To jeden z trudniejszych etapów studiów doktoranckich.

- Cieszę się, że jakoś udaje się rozwijać relacje z braćmi Corwinem, Bradem i Emmanuelem. Cieszę się, że mam stałego spowiednika – father John jest niesamowitym człowiekiem. Co tydzień po basenie chodzę na studencką kolację z Jake’m. Jake studiuje na UC Berkeley. Zaczął od matematyki, obecnie – na drugim roku studiów – zmienił zainteresowania i studiuje głównie filozofię i historię. W Stanach specjalizację na uczelni wybiera się później niż w Polsce. Jake często przychodzi do naszej kaplicy na mszę. Naszą znajomość traktuję jako moje mikro duszpasterstwo akademickie. W piątki spotykam się czasami na lunch z Justyną, która pracuje w naszej szkole DSPT. Dobrze czasami porozmawiać z kimś z Polski kto jest tu na miejscu i rozumie tutejszą rzeczywistość.

- Dziś przeczytałem cały kwietniowy numer ‘W Drodze’. Naprawdę ciekawa lektura. Bardzo się cieszę z rozwoju naszego pisma i z tego, że jestem wciąż w kontakcie z przyjaciółmi z redakcji.

- Ostatnio w Bay Area gorąco – ok. 25-28 stopni. Dla Kalifornijczyków to upał nie do zniesienia. Dla mnie piękna wiosna. Wczoraj wieczorem wspinałem się rowerem na Oakland hills. Dziś miałem mszę hiszpańską w St. Dominic’s w San Francisco. Po południu byłem na koncercie organowym w katedrze w Oakland. Instrument robi niezwykłe wrażenie – 92 głosy, wszystkie idealnie wystrojone. Niestety akustyka katedry fatalna. Ale koncert w miarę udany. Część programu wypełniły utwory Louis Vierne – jednego z moich ulubionych kompozytorów. Bardzo lubię jego Toccatę z serii pieces de fanaisie. Genialna harmonia. Genialny zmysł i wyczucie instrumentu oddające jego potęgę. Wszystko w genialnej tradycji paryskiej szkoły organowej.

- Po koncercie udałem się do Siena House – domu prowincjalskiego, gdzie Justyna, father Michael Morris i kilkoro studentów przygotowali polską kolację – pierogi. Uczta wyśmienita – prawdziwie polska. Po uaktualnieniu bloga wracam do pracy nad moim artykułem.

Multimedia

Muzycznie – ostatnio słuchałem trochę SDMu. W związku z tym – Gloria – jakoś zachwyca mnie w tej piosence-modlitwie jej prostota i piękno języka polskiego. Myślami wracam w Bieszczady, a Bieszczady to przecież jak w domu, tak blisko Rzeszowa… W galerii kilka zdjęć z ostatnich dni.

This slideshow requires JavaScript.

What every man looks for in life…

Tagi

Zaczynam lekturę kolejnej książki Thomasa Mertona. Tym razem jest to książka zatytułowana: No Man Is an Island (Nikt nie jest samotną wyspą). Po przeczytaniu wstępu czuję, że przede mną kolejna duchowa przygoda. Podobnie jak poprzednią – także tą książką będę się dzielił z czytelnikami mojego bloga. Odsyłam rzecz jasna do Polskiego przekładu. Ja będę zamieszczał moje własne tłumaczenia fragmentów książki.

Tym czego każdy z nas szuka w życiu jest nasze własne zbawienie oraz zbawienie tych, którzy są wokół nas. Przez zbawienie rozumiem przede wszystkim odkrycie tego kim naprawdę jestem. Dalej, zbawienie jest wypełnieniem danych mi przez Boga darów: miłowania bliźnich i samego Boga. Wreszcie, zbawienie jest odkryciem, że nie mogę odnaleźć prawdy o sobie jedynie we mnie samym. Mogę ją odnaleźć jedynie w i przez drugiego człowieka. Ostatecznie wszystko to sprowadza się do dwóch fragmentów z Ewangelii: „Ktokolwiek chce zachować swe życie, straci je,” oraz „Miłujcie się wzajemnie, jak ja was umiłowałem.” Ta prawda powraca także w słowach św. Pawła: „Jesteśmy wszyscy częściami jedni drugich.”

Nic nie ma sensu, dopóki nie uznamy razem z John’em Donne, że: „Nikt nie jest samotną wyspą, pełnią samą w sobie; każdy człowiek jest fragmentem kontynentu, częścią całości.”

(Thomas Merton, No Man Is an Island)

Easter…

Harmonia i jedność wspólnoty pierwszych chrześcijan, o których czytamy w pierwszym czytaniu w niedzielę miłosierdzia jest dla nas wciąż zadaniem i wyzwaniem – zwłaszcza tu w Stanach, gdzie Kościół Katolicki jest tak bardzo podzielony. Pan wzywa mnie abym zaczął budować tę jedność w sobie samym i z tymi, którzy są najbliżej mnie.

Jak niewierny Tomasz twych nie szukam ran, lecz wyznaję z wiarą żeś mój Bóg i Pan śpiewamy w pieśni ‘Zbliżam się w pokorze’ – autorstwa św. Tomasza z Akwinu. Jednak moja wiara opiera się na drodze, którą przeszli apostołowie. Jest w niej zauroczenie nauczaniem Jezusa, zgoda na zaproszenie zamknięte w słowach Pójdź za mną, godziny spędzone u jego stóp, momenty w których mam wrażenie, że rozumiem, że wiem gdzie jest prawdziwe szczęście… jest też zdrada, ucieczka, grzech, tchórzostwo i słowa Nie znam tego człowieka!, … wreszcie doświadczenie spotkania Jezusa zmartwychwstałego, radość wciąż pełna pytań i niedowierzania, dotknięcie się Jego ran i pełne niepewności słowa Pan mój i Bóg mój.

Life…

- Może zacznę od tego, że wciąż żywa jest we mnie i trwa moja radość wielkanocna. Ten czas jest niezwykły. Tak wielkie i głębokie doświadczenie pokoju serca. Doświadczenie tego, że Pan jest przy mnie. To chyba najpiękniejsza i najcenniejsza strona bycia chrześcijaninem. Chcę śpiewać, tańczyć i całym sobą wyrażać moją wdzięczność. Grób jest pusty. Alleluja!!!

- We czwartek mieliśmy w Oakland burzę. To raczej rzadkie zjawisko atmosferyczne w Bay Area. Wielka radość dla mnie, ponieważ zawsze lubiłem oglądać burze. Od dźwięku rozchodzących się grzmotów drgały okiennice i drzwi w mojej celi. Świadomość tego, że nasz klasztor i żaden budynek w okolicy nie ma odgromników rodził lęk, ale trzęsienia ziemi nauczyły mnie żyć z tą nutką niepewności i obawy.

- Zbliża się koniec semestru – ogromnie dużo pracy. Piszę artykuł na zajęcia z Michaelem Dodds’em. Przede mną końcowy egzamin z Methods and Doctrines w maju. W ramach tego wykładu w miniony czwartek omawialiśmy teologię Wolfharta Pannenberga. Bardzo ciekawa postać. Luteranin świetnie znający historię teologii i tradycję katolicką. Bliski współpracownik katolickich teologów w Niemczech. W następny czwartek prowadzę zajęcia na temat Polkinghorne’a. To angielski naukowiec najmujący się tematyką religion and science.  Jestem w trakcie czytania jego książki.

- Czasami myślę, że ten mój blog może się wydawać nudny, że może zbyt mało piszę o Ameryce, polityce i Kościele tutaj. Ale przyznam, że problemem jest to, że nie mam czasu żeby się tym wszystkim zajmować. Większość czasu spędzam na czytaniu i na zajęciach na uczelni. Do tego życie klasztorne i osobiste życie modlitwy. Ostatnio zainteresowałem się postacią kardynała Dolana z Nowego Jorku. To medialna twarz Kościoła w Stanach. Człowiek z niesamowitą charyzmą i poczuciem humoru. Odnaleźć się w świecie mediów w Stanach to nie lada zadanie. Media szerzą totalnie ateistyczną kulturę. Kościół Katolicki jest postrzegany na tle często zupełnie liberalnego protestantyzmu jako wspólnota ludzi absolutnie oderwanych od realiów. Sprzeciw wobec antykoncepcji, aborcji, święcenia kobiet, małżeństw gejów i lesbijek, wierność nauczaniu papieża – wszystko to sprawia, że jako katolicy jesteśmy uważani za zupełny ciemnogród – także przez wielu protestantów. Sam Kościół Katolicki jest niezwykle podzielony na tle tych samych zagadnień. Tym bardziej podziwiam kardynała Dolan’a. Oto krótki wywiad z nim w jednej z amerykańskich telewizji. Obyśmy mieli jak najwięcej takich pasterzy. Polecam artykuł Joanny Petry-Mroczkowskiej w kwietniowym miesięczniku W drodze: Amerykański papież: kardynał Timothy Dolan.

- Dziś – w niedzielę miłosierdzia – świętuję piątą rocznicę moich ślubów wieczystych. To zupełnie nie do wiary. Czuję się jakby to było wczoraj. A tu proszę – minęło pięć lat. Dziś rozmawiałem długo z bratem Brad’em. Opowiadałem mu o moim życiu i czasie w Zakonie w Polsce. Wspominałem po raz kolejny miejsca, twarze, osoby, zadania, które przede mną stały. Pięć lat od ślubów wieczystych i prawie 11 lat od wstąpienia do zakonu. Czas płynie naprawdę szybko. Dziękuję Panu za tą wielką przygodę życia zakonnego i kapłańskiego.

- W nadchodzącym tygodniu mamy wizytację Prowincjała – Mark’a Padrez’a. Ja spotkam się z nim już w poniedziałek. Trochę dziwne to doświadczenie. Nie jestem w swojej prowincji. A jednak mam asygnatę do tego klasztoru i jestem prawnie jego członkiem. Stąd możliwość rozmowy z prowincjałem, który chce znać także moje zdanie na temat naszego życia w tym domu.

- Dziękuję raz jeszcze za wszystkie życzenia wielkanocne, kartki przesłane pocztą oraz życzenia mailowe. Dziękuję za pamięć. To wielka radość dla mnie, że jakoś udaje mi się trzymać kontakt z Wami wszystkimi.

- Na koniec podzielę się wielką radością. Po kilku miesiącach życia w Stanach, konkretnie w klasztorze w Oakland, udało mi się zbudować kilka bliskich relacji z braćmi.  Zwłaszcza z Corwinem, Emmanuelem i Bradem. Bardzo dziękuję za to Panu Bogu!!! Dziś z Corwinem pojechaliśmy na mszę do Benicia. Po mszy pojechaliśmy na małą wyprawę w góry. Poniżej kilka zdjęć.

Multimedia

Muzycznie – ponownie Thievery Corporation – tym razem w klipie, który zrobiliśmy wspólnie z Wojtkiem Dudzikiem OP: Who needs forever – podróż sentymentalna do Poznani i opowieść o dojrzewaniu w wierze…

This slideshow requires JavaScript.

Resurrection!!!

!!!Alleluja!!! Jezus żyje!!! Wierzę, że radość, która w nas wszystkich dziś zagościła jest prawdziwie darem łaski Jezusa Zmartwychwstałego. Niech ta radość trwa, karmi i ożywia naszą wiarę, nadzieję i miłość. Najserdeczniejsze życzenia wielkanocne dla mojej rodziny, najbliższych, moich braci i wszystkich przyjaciół.

~~~~~~

Nie sposób oczywiście opisać i wyrazić radość paschalną. Każdy kto jej doświadcza wie o czym piszę. Pełen tej radości chcę podzielić się tym jak przeżyłem moje pierwsze Triduum na obczyźnie. Ponieważ dziś jest Niedziela Wielkanocna – zacznę od opisu tego, co działo się w sobotę i niedzielę w Benicia (gdzie spędziłem ostatnie dni).

Triduum

- Wielka sobota – w czasie ciemnej jutrzni śpiewałem orację Jeremiasza – po raz pierwszy w życiu i w dodatku po angielsku. Zawsze bałem się tego śpiewu – wydawał mi się bardzo trudny. Ale udało się i chyba nie wyszło najgorzej. W każdym razie ja modliłem się śpiewając. W kościele w Benicia po liturgii piątkowej zdejmuje się ciało Jezusa z krzyża – w sobotę adoruje się pusty krzyż. Jednak nie ma tradycji grobu i adoracji Najświętszego Sakramentu. Po ciemnej jutrzni pojechaliśmy ze znajomymi do centrum miasta na śniadanie. W małej piekarni zjedliśmy świeże drożdżówki. Wspólnie czytaliśmy przepiękne czytanie z godziny czytań z brewiarza. Później byłem u fryzjera, na małym obiedzie i spacerze wzdłuż brzegu zatoki (Benicia leży nad odnogą zatoki San Francisco).

- Wieczorem o 20 rozpoczęliśmy liturgię. Wszystko było pięknie przygotowane. Bardzo głęboko przeżyłem przyjęcie do Kościoła nowych wyznawców. Mieliśmy 19 chrztów i 33 bierzmowanych. W Ameryce wszystko jest duże i przygotowywane z rozmachem. Chrzty nie ograniczyły się do kilku kropel wody na czole chrzczonych. Kandydaci klękali przed ołtarzem, po czym ojciec Michael wypowiadając słowa: Ja ciebie chrzczę – wylewał na ich głowy trzy potężne dzbany wody – prawdziwa kąpiel chrzcielna, po której nowoochrzczeni musieli zamienić dawne ubrania na nowe – białe szaty.

- Michael powiedział piękne kazanie, oprawa muzyczna też była ok. Niektóre pieśni są międzynarodowe. Cieszyłem się mogąc śpiewać znaną w kręgach dominikańskich pieśń ‘O dzieci boże dosyć łez’ po angielsku – do znanej mi melodii. Oczywiście cała liturgia była bardzo różna od tej dominikańskiej w wydaniu polskim. Ale to nie zmienia faktu, że było pięknie i doświadczyłem obecności Jezusa Zmartwychwstałego.

- Po liturgii pojechaliśmy do domu Pat – i do późnej nocy świętowaliśmy przy pysznym sushi i wyśmienitym winie, żartując i rozmawiając o wierze i o życiu.

- Niedziela – rano o 7:30 odprawiłem mszę po angielsku. O 12:30 po hiszpańsku – obie msze z całkiem znośną oprawą muzyczną!!! Po południu pojechaliśmy z braćmi z Benicia na obiad do restauracji. Po czym wróciłem na uroczystą kolację do mojego klasztoru St. Albert’s w Oakland. Wieczorna rekreacja była bardzo dobrym czasem, długo rozmawialiśmy i żartowaliśmy z braćmi.

Wracając do wydarzeń środy, czwartku i piątku…

- Triduum Paschalne rozpoczęło się dla mnie środową kolacją w Benicia. Seder supper to kolacja przypominająca żydowską Paschę. Spożyliśmy ją razem z Corwinem z braćmi i przyjaciółmi z Benicia.

- Wielki czwartek – st. Albert’s – Oakland. Do późnego popołudnia zajęcia na uczelni. Ciekawa rozmowa z jednym z profesorów – Robertem Russellem, którą zakończyliśmy serdecznymi życzeniami na czas świąt. Po powrocie kolacja, wieczorem liturgia. Moje pierwsze Triduum z dala od Polski. Wiem, że się powtarzam, ale nie mogę o tym milczeć. Nasza polska tradycja liturgiczna jest przeogromnym bogactwem. Jest bardzo dostojna a jednocześnie pełna pokory. Można się za nią jakby schować, dać się jej prowadzić za rękę. Nasza wierność tradycji i rubrykom liturgicznym jest niezwykłą mądrością i bogactwem. Nie ukrywam, że liturgia Wielkiego Czwartku była trudnym doświadczeniem. Nagle poczułem się odarty z tego wszystkiego, co od zawsze było czymś oczywistym – odarty z tradycji, która mnie ukształtowała. Jednocześnie – mogę poznać tutejsze zwyczaje, a Pan Jezus jest tu tak samo jak w Polsce. W czasie czwartkowej liturgii Słowa jakoś głęboko dotarła do mnie na nowo świadomość wielkości Chrystusowego kapłaństwa, w którym uczestniczę. Kapłaństwa, które dzieje się w moim życiu w mojej codzienności, w momentach światłości i ciemności. Czułem wielką bliskość Jezusa i objęcie Jego miłości.

- Wielki piątek – po porannej liturgii poświęciłem koszyk wielkanocny Justyny – zatem polskiej tradycji stało się zadość. Po śniadaniu pojechałem do Benicia. Od godziny 12 z małą przerwą przez kilka godzin spowiadałem. Bardzo dziękuję Bogu za to doświadczenie, za wszystkie te spowiedzi. Odkrywam na nowo moc i łaskę kapłaństwa. Liturgia krzyża… przy akompaniamencie gitary, perkusji, fortepianu i chóru worship’owego. Słowem – liturgia wielkiego piątku w oprawie przypominającej nasze dominikańskie zaduszki jazzowe. A jednak udało mi się wejść w tę liturgię i się nią modlić. Pasja dominikańska odśpiewana przez braci i świeckich.

- Bardzo głęboko przeżyłem adorację krzyża. Ze względu na to, że wspólnota jest mniejsza – wszyscy adorowali krzyż, co trwało dobre pół godziny. Adorację rozpoczęli bracia – ruszyliśmy spod chóru kościoła – na boso – padając trzykrotnie na twarz w miejscach w których zatrzymywał się wcześniej wnoszony krzyż. Bardzo głęboko przeżyłem te chwile. Później gdy inni podchodzili do krzyża, medytowałem miłość Jezusa. Moje myśli płynęły ku przeszłości. Widziałem to wszystko co piękne, ale i bolesne i cierpiące w historii mojej i mojej rodziny, studia, lata spędzone w Zakonie, braterstwo, kapłaństwo, Poznań, przyjaźnie, duszpasterstwo ‘kresy’… twarze… osoby… słowa… gesty… Czułem jak krew z ran Jezusa obmywa to wszystko, oczyszcza i leczy rany. Dotyk miłości Jezusa – miłości do końca… ocierającej moje łzy…

 ~~~~~~

Dziś w moim sercu gości wielka radość o której raz jeszcze chcę zaświadczyć.

Alleluja – Pan Zmartwychwstał!!!

Multimedia

Jakoś udaje mi się przetrwać brak naszej polskiej liturgii – jest to możliwe dzięki nagraniom dominikańskiego ośrodka liturgicznego. Dziś w ramach Wielkanocy: Regnavit Dominus!!!

This slideshow requires JavaScript.

The fruit and the true purpose…

To wszystko jest owocem i prawdziwym celem chrześcijańskiego odosobnienia i kontemplacji. (T. Merton, Thoughts in Solitude) Te słowa zamykają książkę, która towarzyszyła nam przez kilka ostatnich miesięcy. Ja sam odnoszę je do wszystkich fragmentów, które zamieszczałem na blogu. Dziękuję Panu za ten odcinek drogi, którą udało się nam przebyć z Thomasem Mertonem.

Lent…

Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie! … Zaczyna się najświętszy tydzień roku liturgicznego. Święta liturgia, której po prostu trzeba się dać poprowadzić. To już nie jest czas na umartwienia i spoglądanie w głąb siebie, szukanie drogi i sposobu nawrócenia. W tych dniach pozostaje nam tylko jedno: towarzyszyć Jezusowi, być przy nim aż do końca. Oto na naszych oczach po raz kolejny spełniają się słowa mówiące, że Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (J 3,16)

Chcę być przy Tobie Panie Jezu. Pragnę trwać i przyjąć dary i życie płynące z twojej śmierci i zmartwychwstania. Chcę zostać przy Tobie, bo ty sam powiedziałeś, że jeśli wytrwamy w Twojej nauce poznamy prawdę, a prawda nas wyzwoli. (J 8,32) Chcę towarzyszyć Ci w drodze umęczenia, być tam gdzie twoja mama, Szymon, niewiasty płaczące i Weronika – patronka wszystkiego, czego nie było. Ufam, że dzięki nim nie czułeś się zupełnie samotny. Pragnę po prostu być, w milczeniu, w postawie adoracji…

Weroniko, która nigdy nie istniałaś,

Ale powinnaś istnieć,

Weroniko, ocierająca chustą

Skrwawione czoło Pana,

Patronko wszystkiego,

Co nie było,

Ale co powinno być,

Co się nie stało,

Ale co powinno się stać,

Ucieleśnij się w naszych dziejach,

Służebna niewiasto,

Miłosierna wyobraźni ludzka,

Ocierająca chustą

Czoło samego Boga.

Roman Brandstaetter, Apostrofa do świętej Weroniki

Life…

- Triduum Paschalne w tym roku będzie dla mnie podzielone. Wieczerzę Pańską w Wielki Czwartek spożyję z braćmi w naszej kaplicy w klasztorze st. Albert. W piątek rano jadę do Benicia, gdzie zostanę do soboty, lub niedzieli rano. Pomogę w spowiedzi i przeżyję liturgię Wielkiego Piątku i Soboty z braćmi i świeckimi dominikanami z naszej parafii st. Dominic. Na niedzielę wielkanocną wracam do Oakland. Poniedziałku wielkanocnego w Stanach nie ma. Po prostu wracamy do pracy…

- Nie chcę narzekać i biadolić, ale prawdą jest, że pierwszy Wielki Tydzień i Święta Wielkanocne przeżywane w oderwaniu od naszej polskiej tradycji, nie są łatwe. Ponieważ tych świąt nie da się skomercjalizować tak jak Bożego Narodzenia, w ramach którego w USA świętuje się Mikołaja i prezenty – wokół w ogóle nie czuje się atmosfery zbliżających się świąt. Pogoda taka sama jak przez całą zimę, więc nie za bardzo czuję, że to już wiosna. Nie ma tradycji świątecznego śniadania, potraw, święcenia pokarmów, świątecznych porządków i całej tej krzątaniny, która zwykle przyprawia nas o ból głowy. Nie ma prób scholii, orkiestry, odpowiedzialności za liturgię Triduum, kilometrowych kolejek do spowiedzi… Jakoś pusto bez tego wszystkiego. To uczucie jest tym bardziej bolesne, gdy słyszę od braci w czasie naszych rozmów na skype jak wiele dobra dzieje się w naszych klasztorach i kościołach w Polsce. Po raz kolejny doceniam skarb naszego polskiego katolicyzmu.

- Wierzę jednak, że także tu jest przy mnie Jezus i że On jest w tym wszystkim najważniejszy. Dlatego staram się wejść w ten czas z cierpliwością, wiarą i nadzieją na to, że Pan znajdzie drogę do mojego serca, tu i teraz, w czasie tych najbliższych dni.

- Restauracja Chopin w Walnut Creek, którą odwiedziłem z Corwinem tydzień temu okazała się być polska aż do bólu – wystrój wnętrza przypomina czasy wczesnego Gierka. Jedzenie było prawdziwie polskie. Porozmawiałem też z właścicielką – panią Ewą, która pochodzi z Częstochowy gdzie jako dziecko przeszła piekło żydowskiego getta.

- Dziś z Justyną, która pracuje w naszej dominikańskiej szkole DSPT byliśmyy odwiedzić w szpitalu panią Zulę, która pochodzi z Polski, uczestniczyła w Powstaniu Warszawskim, następnie przez czterdzieści lat mieszkała w Kolumbii. Dziś ma ponad 90 lat i mieszka w Stanach. Bardzo mile się nam rozmawiało. Pani Zula bardzo się ucieszyła z naszej wizyty. Później pojechaliśmy z Justyną na wielokrotnie przekładaną kolacją u pani Agnieszki w San Francisco, którą spotkałem jakiś czas temu na przyjęciu w naszej szkole – DSPT. Dziś poznałem także jej męża – Arthura, oraz przyjaciół: Karię i Robina. Zjedliśmy pyszną kolację przygotowaną przez panią Agnieszkę, a później długo jeszcze rozmawialiśmy o sprawach dotyczących życia, wiary i Kościoła. Agnieszka jest z pochodzenia polką. Urodziła się jednak już na emigracji, we Włoszech – dokąd musieli uciekać jej rodzice. Dziś mieszka w San Francisco, w jednym z drapaczy chmur. W ramach wizyty podziwialiśmy więc niezwykłą panoramę San Francisco.

- Przeżywam kolejne fascynacje nauką – choć czasami są to rzeczy, które poznałem dawno temu. Teraz odkrywam je na nowo. Teorie czasu i przestrzeni, mechanika kwantowa i mikroświat, teorie czarnej masy i energii, teoria strun i wielu wszechświatów, biologia molekularna, ewolucjonizm itd… Czuję, że Pan Bóg oddaje mi w nowy sposób to, co zostawiłem wstępując do Zakonu. Choć wciąż nie mam tematu pracy doktorskiej, przyszłość jest znakiem zapytania, w głowie mnóstwo pytań, a wszyscy wokół zdają się więcej wiedzieć – staram się być cierpliwy.

- W piątek przez ponad trzy godziny rozmawiałem z Michaelem Dodds’em – moim promotorem. Omówiliśmy temat i kształt artykułu na temat Hegla i Whiteheada. Później rozmawialiśmy o możliwych tematach doktoratu. Zaintrygowała mnie po raz kolejny teoria emergencji, która jest dyskutowana zarówno wśród naukowców (biologia, biochemia, chemia, fizyka, neurobiologia i inne), filozofów nauki i teologów. Nie jest to temat zupełnie nowy, ale może uda się znaleźć jakąś niszę, którą można zbadać i wnieść coś nowego. Czas pokaże. Zamierzam przeczytać kilka książek na ten temat w czasie wakacji.

- Tymczasem na czas Triduum trzeba odłożyć wszystko na bok. Życzę błogosławionego przeżycia tego czasu wszystkim bywalcom mojego bloga.

Multimedia

Muzycznie – spokojnie i medytacyjnie – Sigur Ros – Alafoss

The tears of God…

Oto tajemnica naszego powołania: nie chodzi o to, aby przestać być człowiekiem i stać się aniołem lub bogiem. Chodzi o to, by miłość płynąca z mojego ludzkiego serca stała się Bożym miłowaniem Boga i człowieka, by łzy płynące z moich oczu były jak łzy Boga, które są owocem działania Jego Ducha w sercu Wcielonego Słowa.

(T. Merton, Thoughts in Solitude)

Lent…

Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze… Jeśli taka jest droga Jezusa, moja nie może być inna. Nie powinienem pragnąć ani oczekiwać, że obejdzie się bez obumierania. Jednak nawet Jezus się bał. Za dni ciała swego z głośnym wołaniem i płaczem zanosił prośby do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci… Ojcze, oddal ode mnie ten kielich… Czytam, że został wysłuchany, a przecież Go Zabili? Posłuszeństwo Ojcu do końca zaowocowało zmartwychwstaniem. Przez ostatnie dni czytaliśmy na liturgii Eucharystii Ewangelię Jana, a w niej  słowa Jezusa, który mówi o głębi i mocy Jego jedności z Ojcem. Pragnę przyjąć zaproszenie do pójścia za Jezusem w Jego przylgnięciu do Ojca i pełnieniu Jego woli.

O, Panie, idący od Themanu,

Od gór Paran Sela!

Wszystko jest Twoją koniecznością,

Której nie chcę dociekać.

Koniecznością są aniołowie ciemności

I oczy złoczyńców,

I konie o kolorze ognia,

I ja,

Nędzny kamień,

Który pragnie być

Najniższym progiem

Tego psalmu.

Roman Brandstaetter, Psalm nadziei

Life…

- Czas płynie bardzo szybko – aż trudno uwierzyć, że to już piąte niedziela Wielkiego Postu. Doświadczam ostatnio bliskości Pana Boga. Dostrzegam Jego obecność w moim życiu, moc, która mnie prowadzi i ocala. Staram się być za to wdzięczny.

- Jak tu nie być monotonnym, kiedy kolejny tydzień upłynął pod znakiem studiowania i czytania. Odpoczynkiem i wytchnieniem była cotygodniowa wizyta na basenie, a później studencka kolacja z Jacob’em – studentem z Berkeley, który przychodzi często do naszej kaplicy na liturgię.

- Z midterm exam in philosophy of science dostałem –A, z czego bardzo się cieszę. Zaczęliśmy filozofię mechaniki kwantowej – to dopiero kosmos – bardzo ciekawe zagadnienia. Najbliższy tydzień to tzw. reading week. Nie ma zajęć na uczelni. To czas na czytanie i indywidualne studium. Pożyczyłem cały plecak książek na temat Hegla i Whiteheada. Kontynuując studium nad panenteizmem chcę pokazać podobieństwa między filozofami, którzy na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. To może być bardzo ciekawy projekt – być może warty publikacji. Mój pierwszy artykuł na temat panenteizmu właśnie wysłałem do redakcji Theology and Science.

- We wtorek jadę do Concord na spowiedź przedświąteczną. Jestem też zaproszony na kolację i spotkanie z proboszczem. Planuję zapytać go o możliwość stałej współpracy.

- Moi najbliżsi zachęcili mnie do wysłuchania rekolekcji x. Ziółka SJ, które wygłosił w Krakowie. Wczorajsza praca w bibliotece była ku temu dobrą okazją. Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w rekolekcjach, choćby w tej właśnie formie.

- Słyszę od znajomych, że w Polsce piękna wiosna. Cóż, w Kalifornii jest… tak samo jak zwykle. Więc trochę zazdroszczę tego doświadczenia piękna nowego życia i świeżości.

- Dziś razem z Corwinem wybraliśmy się na 4-godzinny spacer i wspinaczkę na pobliskie wzgórza. Na szczęście nie padało – choć niebo zachmurzone. Wieczorem jedziemy do Walnut Creek na kolację do polskiej restauracji. Zobaczymy jak smakuje polskie jedzenie w Kalifornii. :)

Multimedia

Muzycznie – Alijah: Ps 139… W galerii kilka zdjęć z dzisiejszej wyprawy, zdjęcie z rekolekcji w Portland oraz kwiecień w kalendarzach. Na kresach wiosna i zwariowane zdjęcia. Aż trudno uwierzyć, że się tak wygłupiałem ze studentami z kresów – but Ain’t love the sweetest thing? :) Niezapomniane wspomnienia… Dla niewtajemniczonych – w tym miesiącu pojawiam się więcej niż na jednym zdjęciu w kalendarzu – spróbujcie mnie odnaleźć drugie zdjęcie ze mną. A w kalendarzu W drodze – pani Maria – serdecznie pozdrawiam.

 

This slideshow requires JavaScript.

Jesus died not for the angels but for man…

Konieczne jest bym był człowiekiem i nim pozostał. Tylko wtedy Krzyż Chrystusa nie będzie daremny. Jezus umarł za ludzi, nie za anioły.

(T. Merton, Thoughts in Solitude)

Lent…

Potrzeba aby wywyższono Syna Człowieczego… dla mnie i mojego zbawienia, szczęścia i radości. Jezus staje się wzorem dla całego Kościoła w całej jego historii. W 15 rozdziale Ewangelii Jana, w czasie ostatniej wieczerzy, Jezus porównuje Kościół do rodzącej kobiety. Kościół – Matka – cierpi bóle rodzenia. Moje powtórne narodziny – narodziny do wiecznej radości wiążą się z raną mojej niewierności i trudem mojego nawrócenia. Innej drogi nie ma. Narodziny nowego życia przynoszą radość. O tej radości, która będzie kiedyś naszym udziałem sam Jezus mówi, że nikt nie zdoła nam jej odebrać.

O, Panie, kazałeś złu działać,

Aby umocniona była w ludziach dobroć,

Kazałeś działać nienawiści,

Aby umocniona była w ludziach miłość,

Kazałeś działać brzydocie,

Aby umocnione było w ludziach piękno.

Panie, pozwól mi cierpliwie znosić

Wszelką gorycz, albowiem tylko cierpliwość

Może ją zamienić w słodycz.

Roman Brandstaetter, Psalm nadziei

Life…

- Miniony tydzień upłynął pod hasłem nauki i rekolekcji. W czwartek przed południem napisałem mid-term exam z philosophy of science. Pytania były wymagające. Najgorsza była jednak presja czasu. Ale udało mi się – w miarę możliwości – odpowiedzieć na wszystkie punkty i pytania. Dziękuję za pamięć w modlitwie.

- W piątek rano wyleciałem do Portland na rekolekcje, które głosiłem dla polonii w kościele św. Stanisława. Był to dla mnie czas bardzo intensywny duchowo. Konferencje przygotowywałem już na miejscu (przed wyjazdem nie miałem na to czasu). Jak zawsze w czasie głoszenia rekolekcji czułem się bardzo mały. Zdawało mi się, że to co mówię jest jakoś chropowate, kanciaste i nużące. Jednak kilka osób dziękowało za konferencje i mówiło, że moje głoszenie do nich trafiło. Dużo spowiadałem, zarówno Polaków jak i amerykanów. Kilka osób prosiło o rozmowę. Zabrałem w sercu wszystkie radości i smutki, problemy i zmagania którymi dzielili się mieszkańcy Portland. Chcę pamiętać o nich w modlitwie.

- Trochę czasu spędziłem z x. Piotrem – proboszczem parafii. W niedzielę reklamowałem też nasz miesięcznik ‘W drodze’. W sumie wizyta była udana i cieszę się, że mogłem głosić rekolekcje. Bardzo dziękuję za wszelkie wsparcie modlitewne. Bardzo realnie je odczuwałem.

- W niedzielę razem z x. Piotrem odwiedziliśmy dom Grażyny i Andrzeja – spotkało się tam kilka polskich rodzin zaangażowanych w życie parafii. Zjedliśmy przepyszny obiad. Pierwszy raz od wyjazdu z Polski mogłem smakować prawdziwie polskie niedzielne dania i pyszne ciasta. Bardzo przyjemnie rozmawiało mi się zarówno z domownikami jak i gośćmi.

- Dziś rano przyleciałem z powrotem, zatrzymałem się na chwilę w San Francisco, w ramach odpoczynku pospacerowałem wzdłuż Market Street, zaglądnąłem do kilku sklepów. Teraz zabieram się do pracy. Na jutro do przeczytania wstęp do filozofii mechaniki kwantowej. Skomplikowane to zagadnienia i wymagające znajomości matematyki. Zobaczymy jak sobie z tym poradzę.

Multimedia

Muzycznie – Sigur Ros – Frysta. Słuchałem tego utworu dziś rano w samolocie, podziwiając widoki, których namiastka na załączonym zdjęciu.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 46 other followers