W podsumowaniu tego wszystkiego o czym mówiłem do tej pory trzeba raz jeszcze podkreślić, że naszym przeznaczeniem jest kochać innych tak, jak ukochał nas sam Chrystus. On sam – będąc na ziemi – nie miał zbyt wielu bliskich przyjaciół. Jednocześnie właśnie on ukochał i nadal kocha wszystkich ludzi i jest najbliższym przyjacielem duszy każdego rodzącego się człowieka.
Żywoty wszystkich ludzi, których znamy i spotykamy, splatają się z naszym przeznaczeniem, a także z żywotami tych, których nigdy osobiście nie spotkamy tu na ziemi.
Jednocześnie niektórzy, bardzo nieliczni, stają się naszymi bliskimi przyjaciółmi. Ponieważ łączy nas z nimi więcej, potrafimy kochać ich z pewną bezinteresowną doskonałością. Wszystko to dlatego, że jest więcej rzeczy, którymi możemy się z nimi podzielić. Są nierozerwalnie związani z naszym przeznaczeniem, przez co nasza miłość ku nim jest szczególnie święta: jest manifestacją obecności Boga w naszym życiu.
(Thomas Merton, No Man Is an Island)
Niedziela Wniebowstąpienia. Święty Augustyn tak pisze o wniebowstąpieniu Jezusa: On, który tam przebywa, jest również i z nami; a my, którzy tu jesteśmy, i tam razem z Nim jesteśmy. Chrystus jest w niebie w swoim Bóstwie, mocy i miłości; my nie możemy tam przebywać tak jak On, jednakże możemy tam być naszą miłością, ale w Nim. Nasza ludzka natura została uwielbiona w Jezusie, a jego wniebowstąpienie daje nam nadzieję na udział w chwale jego uwielbionego człowieczeństwa. I choć trudno uwierzyć w słowa Jezusa, który mówi: Pożyteczne jest dla was moje odejście, otuchy dodaje jego obietnica, że gdy odejdzie, pośle Pocieszyciela. A więc wniebowstąpienie nie jest ostatnim słowem Boga danym w Jezusie. Rozpoczynamy dziś nasze oczekiwanie na Pocieszyciela.
Life…
- Może zacznę od tego, że dziś po południu mieliśmy w Kalifornii zaćmienie słońca. O 18:30 85% słońca było zasłonięte przez księżyc. Niesamowite zjawisko.
- Wcześniej – przed południem pojechałem odprawić mszę świętą w naszym kościele w Benicia. Tym razem pojechałem z Brad’em. Po mszy pojechaliśmy z przyjaciółmi do niewielkiej kliniki prowadzonej przez Ritę i jej męża. Rita jest pielęgniarką a jej mąż lekarzem (Rita należy do grupy świeckich dominikanów w Benicia). Poświęciłem ich nową klinikę. Bardzo mnie poruszyło świadectwo ich wiary. Wychodzą z założenia, że ludzie pragną i szukają nie tylko uzdrowienia ciała ale i duszy. Rita dzieliła się doświadczeniem rozmów z pacjentami. Razem z mężem traktują swoją pracę jako dzieło ewangelizacyjne.
Po wizycie w klinice pojechaliśmy na lunch do restauracji. Rozmawialiśmy przez prawie trzy godziny. Brad dzielił się swoją drogą odkrywania katolicyzmu i drogi do Zakonu. Przez wiele lat był gorliwym Luteraninem. Rozmawialiśmy o całej historii Kościoła w Stanach oraz wpływie protestantyzmu na Kościół katolicki w tym kraju. Dzielenie się wiarą i cała nasza rozmowa była niezwykle umacniająca. Bardzo wiele się dowiedziałem, a moje polskie doświadczenie Kościoła jest po raz kolejny bogatsze o to, czego uczę i dowiaduję się mieszkając w Ameryce.
- Przed nami święcenia br. Emmanuela w przyszłą sobotę i jego prymicje w niedzielę. Bardzo się cieszę na myśl o tych uroczystościach. Bardzo lubię Emmanuela. Po święceniach Emmanuel przenosi się do naszej parafii w San Francisco, dokąd często jeżdżę odprawiać msze po hiszpańsku. Będzie więc okazja żeby kontynuować naszą braterską relację.
- Jeszcze kilka słów o szkole. Skończyłem pierwszy rok studiów doktoranckich. Hurray!!! W ubiegły czwartek napisałem ostatni egzamin. To był najdłuższy egzamin jaki zdawałem odkąd zacząłem uczęszczać do różnych szkół (23 lata temu). Egzamin trwał 6 godzin zegarowych, napisałem 15 stron maszynopisu. Poszło mi całkiem dobrze. Pierwsza część doktoratu za mną. Czwartkowy egzamin był jednocześnie General Comprehensive Exam dla mojego kierunku studiów. To jest egzamin, który potwierdza moją ogólną kompetencję i obeznanie z teologią systematyczną i filozoficzną. Przyznam szczerze, że mam w sercu ogromną radość, że się udało, że pierwszy rok już za mną. Jesienią ubiegłego roku zdałem też egzamin z hiszpańskiego. To też ważny krok, który jest już za mną. Jeden Pan Bóg wie przez co przeszedłem w tym czasie. Ile walki, zmagania, upokorzenia, trudnego spotkania ze sobą samym, ale też radości, poznawania piękna świata, podróżowania, poznawania Pana Boga, teologii i zgłębiania tego kim jest Pan Bóg, czym jest Kościół i nasza wiara. Nowe relacje i przyjaźnie, zupełnie inne niż bym się spodziewał… Zupełnie nowy rozdział w moim kapłaństwie i życiu zakonnym. Czuję jakbym wyjechał z Polski wczoraj. A tu proszę – minął już prawie rok. Jedno jest dla mnie pewne, Pan Bóg jest przy mnie, tuż obok, prowadzi niemal za rękę. Czuję w sercu niezmierną radość, mam w sobie naprawdę głębokie poczucie szczęścia. To niesamowite…
- W piątek spotkałem się z Michaelem Dodds’em OP – moim promotorem. Omówiliśmy wstępnie kolejny etap moich studiów. Przyznam szczerze, że trochę mnie to przybiło, bo czeka mnie jeszcze więcej pracy. Tym razem jednak jeszcze więcej zależy ode mnie. Wymagania, które przede mną stoją są podane w formie pewnych ogólnych ram i obowiązków. Nie mam już żadnego wykładu, który byłby dla mnie obowiązkowy. Mam wolną rękę w wyborze kierunku moich dalszych poszukiwań. To otwiera wiele możliwości, ale wymaga zarazem dużej odpowiedzialności. Kolejnym ważnym progiem jest Special Comprehensive Exam, który składa się z trzech części. Przygotowanie do niego zwykle zabiera 1,5 a nawet 2 lata. W kolejnym roku czeka mnie jeszcze trochę godzin spędzonych na wykładach. Wszystkim tym muszę się zająć już teraz. Chciałbym na początku jesiennego semestru złożyć tzw. Special Comprehensive Proposal – czyli propozycję tego jak miałby wyglądać mój Special Comprehensive Exam. Taki projekt musi być omówiony i zaakceptowany na radzie wydziału. W mojej celi na półce cała seria książek, które kupiłem dzięki hojności moich przyjaciół z Benicia. Już w czasie wakacji chcę się zabrać do czytania i poszukiwania ewentualnego tematu doktoratu. A więc trochę inaczej to wygląda niż dotychczas – nie ma już tak do końca wakacji od teologii i pracy nad doktoratem. Czuję, że to wszystko staje się moim życiem – świadomie wybranym. Raz jeszcze dziękuję Bogu za wszystko co mnie spotyka w życiu i za jego bliskość i opiekę.
- Jednak trochę odpoczynku się przyda. Dlatego już cieszę się na zbliżające się wakacje.
Multimedia
Muzycznie Giovanni Allevi, którego muzykę podarował mi Gian Matteo. Ostatnio słucham jej na okrągło. Giovanni Allevi to taki włoski Leszek Możdżer. Polecam: Vento D’europa.

















































































